Garść wspomnień i refleksji z wakacji w Egipcie

Wakacje mają to do siebie, że zawsze kończą się zbyt szybko, to co pozostaje człowiekowi to wspomnienia i niezapomniane przeżycia. Powspominam więc sobie, by choć na chwilę powrócić do tych chwil i jakoś osłodzić sobie szary widok za oknem.

Przybysza z Europy dziwi i przeraża egipskie podejście do kwestii czystości. Niczym dziwnym nie jest bowiem, że śmieci i odpadki leżą na chodnikach, niedopałki papierosów rzuca się pod nogi. Dotyczy to nie tylko biednych dzielnic czy obrzeży miasta ale także miejsc turystycznych, będących wizytówką kraju. Droga do Sfinksa usłana jest papierami, reklamówkami a co gorsza kawałkami szkła i deskami z których sterczą gwoździe! Mimo pobierania opłat za wstęp, mimo życia z turystyki nikt nie zaprząta sobie głowy uprzątnięciem tego miejsca. Aż żal, że te niepowtarzalne zabytki są tak niezadbane. Na dodatek nie dba się też o bezpieczeństwo turystów, którzy robiąc sobie zdjęcia przy Sfinksie stają na skraju wzniesienia i tylko krok dzieli ich od upadku jakieś 8 metrów niżej. I jakoś nikt nie pomyślał by zrobić tam barierkę czy murek.

Wycieczka do piramid. Spełnienie marzeń i zderzenie wyobrażeń z realiami. Po obejrzeniu piramid w filmach spodziewamy się podróży w głąb pustyni, gdzie wśród piasków jest ukryty jeden z siedmiu cudów świata. Nic z tego, telewizja po raz kolejny kłamała. Piramidy są na obrzeżach Kairu, rzut kamieniem od cywilizacji.

Wakacje w Egipcie

Przewodnik ostrzega nas przed tubylcami. Nie prosić o zrobienie zdjęcia, bo nie będzie chciał oddać aparatu (no chyba, że za ‘ten dolar”), uważać robiąc zdjęcie bo jeśli uzna, że on lub jego wielbłąd znaleźli się w kadrze to zażąda opłaty, nie pozwalać sobie nic wcisnąć do ręki, zawiązać na głowie bo nie uda nam się wycofać z transakcji… Po wysłuchaniu listy ostrzeżeń, aż strach wychodzić z autokaru. I faktycznie, ledwo człowiek postawi stopę na pasku już dopada go krzyczący łan dolar sprzedawca piramidek i arafatek. Robimy sobie zdjęcie na tle piramid. W kadr uparcie wpycha się stary, bezzębny mężczyzna i proponuje zdjęcie z tubylcem. W naszej zgodnej opinii fotomodel nie jest na tyle atrakcyjny by płacić mu za fotkę więc  dziękujemy.

Szum, gwar, nawoływania „łan dolar”, niezbyt przyjemny zapach wielbłądów i ich walające się odchody. A nad tym wszystkim monumentalny wizerunek piramidy. Imponujący. Zmuszający do zadumy nad potęgą człowieka, który jest w stanie wznosić takie budowle. No i przede wszystkim pytanie: jak im się udało zbudować coś takiego skoro my klika tys. lat później, przy dzisiejszym rozwoju technologii nie potrafimy wybudować kawałka autostrady?

Muzeum egipskie  w Kairze, tutaj czas się zatrzymał. Wspaniałe eksponaty. Przez muzeum pędzimy, przeciskamy się miedzy tłumem innych wycieczek, w gwarze kilku języków, z trudem wyłapujemy skrawki wypowiedzi przewodnika. Duchota panująca w budynku męczy. Kto by pomyślał, że nie ma tam klimatyzacji. Oglądamy najważniejsze eksponaty, podziwiamy złoty rydwan i inne skarby Tutenchamona. Zadziwiające jak te przedmioty dotrwały do naszych czasów w tak dobrym stanie. Informacje o tym ile zużyto złota na maskę pośmiertną faraona robią wrażenie. Dowiadujemy się kilku ciekawostek, np. czemu niektóre posągi stoją równiutko a inne mają lewą stopę wysuniętą do przodu? Okazuje się, że po tym właśnie można rozróżnić czy pomnik wykuto podczas życia czy też to po śmierci. Niezwykle interesująco, chociaż nieco makabrycznie wygląda też sala z mumiami zwierząt i ptaków, które uznane za wcielenie bóstwa. Zachwyt i zdziwienie budzą też sarkofagi, które mimo powstania kilka tys. lat temu nadal mają żywe kolory. Przewodnik wyjaśnia, iż to dzięki zastosowaniu kamieni szlachetnych.

Sporo eksponatów nieopisanych, np. sala z papirusami, wiszą sobie ale ani słowa o tym jak stare są, gdzie je znaleziono ani co na nich napisano. A przecież chętnie by się człowiek dowiedział czy to lista sprawunków kupca, jakieś pismo urzędowe czy modlitwa. Muzeum posiada ogromne zbiory, dzień spędzony tam to zapewne zbyt mało  by przyjrzeć się wszystkiemu a wycieczki „załatwiają” to w 2-3 godziny. Może kiedyś uda się wybrać tam samemu i poświęcić odpowiednią ilość czasu.

Nurkowanie w Egipcie to uczta dla oczu. Zejście pod wodę samo w sobie jest dużym przeżycie, zwłaszcza jeśli ktoś tak jak ja nie potrafi pływać i boi się wody. Jednak instruktor trzyma za rękę, zajmuje się wszystkim, mnie pozostaje tylko pamiętać by oddychać przez usta i zachwycać się pięknem rafy. Mimo sporej grupy nurkujących życie pod wodą toczy się bez zakłóceń. Ławice kolorowych ryb pływają niewzruszone, gdyby wyciągnąć rękę pewnie można by je złapać. Ogarnia człowieka zachwyt. Pod wodą czas płynie bardzo szybko, zdecydowanie za szybko. Rafa jest tak piękna, że aż żal się wynurzać.

Budzą w nocy i zakłócają spokój wieczorami – komary. Niezwykle zajadłe, gryzące w każdy wolny kawałek ciała i pozostawiające ogromne bąble.

Egipcjanie są uśmiechnięci, zawsze mówią, że wszystko ok. Mili i pomocni. Starają się powiedzieć każdemu choć kilka słów w jego ojczystym języku. A jednocześnie bywają nachalni gdy chcą Ci coś sprzedać, uciążliwi w namawianiu na wykupienie wycieczki.

Zaskoczeniem jest zachód słońca, który nadchodzi wcześniej niż sądzilismy. Byłam pewna, że tak jak latem widno jest do 22 a tu o 17 zaczyna zachodzić słonce, ok. 18 jest już ciemnawo. Wieczory są więc długie i czasu na sączenie drinków w barze nie brakuje. Chociaż z drinkami trzeba być ostrożnym, barmani leją pół na pół, aż trudno wypić bo takie mocne.

Podczas rejsu katamaranem mieliśmy dodatkową atrakcję – obok łodzi zaczęły pluskać delfiny. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu obsługa łodzi chwyciła za bębenki, tamburyny i zaczęła śpiewać jakieś wesołe piosenki. Jak nam potem wyjaśniono „dolfin lubi music” i w ten sposób przywołują go do łodzi. Ponoć nawet śpiewając nie jest tak łatwo spotkać delfina i mieliśmy szczęście. Trzeba przyznać, że na żywo zwierze ma jeszcze wiecej uroku.

W restauracji stoły uginają się od jedzenia. Jednak szybko okazuję się, że choc wygląda tak samo to wszystko smakuje inaczej niż u nas. Potrawy są albo niedoprawione albo przyprawiane identycznie przez co wszystko jest mdławe, smakuje identycznie. Sól i pieprz ratują sytuację jeśli jest się zwolennikiem bardziej wyrazistych smaków.

Hurghada to niezwykle dziwne miasto. Zbudowane na pustyni (wodę z Nilu doprowadza ponad 150 km wodociąg) składa się w większości z hoteli. Niewielu tam mieszkańców czy firm niezwiązanych z turystyką. Cel istnienia tego miasta jest tylko jeden. Dodatkowo jest to młoda miejscowość, pokazano nam np. najstarszy meczet w mieście, ten zabytek ma…. 40 lat. Na ulicach pełno granatowo- pomarańczowych taksówek, które jeżdżą w sposób mocno dowolny, ciągle trąbią z nie do końca zrozumiałych dla nas powodów. Z kolei piesi przechodzą przez ulicę w dowolnym miejscu i nie rozglądając się zbytnio czy coś nadjeżdża. Z naszego punktu widzenia panuje tam chaos i nerwowość, jednak widać, że Egipcjanie świetnie sobie radzą w takich warunkach.

Słońce, słońce, słonce! Już zapomniałam niemal jak wygląda gorący, słoneczny dzień. Wysiadając z samolotu w długich spodniach, taszcząc kurtkę, aż człowiek przeciera oczy. Po zimnej i szarej jesieni w Polsce temperatury w Egipcie powodują lekki szok. Jednak szybko się przyzwyczajamy. Znacznie gorzej jest po powrocie odnaleźć się w szarej i chłodnej rzeczywistości.

Morze czerwone urzekło mnie swoim pięknym, błękitnym kolorem i niezwykłą przejrzystością. Woda jest cieplutka i nawet taki zmarzluch jak ja nie piszczał zanurzając się. Patrząc na morze ma się wrażenie, że jest ono dokładnie takie jak na pocztówkach. Samo patrzenie sprawia człowiekowi niezwykłą przyjemność, uspokaja i relaksuje.

Egipt jest miejscem, które z naszego europejskiego punktu widzenia ma wiele wad, niektórzy wyjeżdżają stamtąd deklarując „nigdy więcej! Nastepnym razem jedziemy do Łeby, przynajmniej jedzenie będzie normalne”. Jednak jest to miejsce, które ma dużo do zaoferowania, które można pokochać jeśli tylko nie będziemy oceniać i porównywać co u nas jest lepiej,  przyjmiemy z „dobrodziejstwem inwentarza”.  Egipt zachwyci nas wówczas swoją starożytną kulturą, bogactwem morza i słoncem, którego o tej porze roku u nas jak na lekarstwo. Wakacje w Egipcie mogą mieć różne oblicza, od leniwego pluskania się w basenie i opalania, poprzez zwiedzanie i poznawanie skarbów starożytności, aż do bardziej aktywnego  wypoczynku spędzonego na nurkowaniu, pływaniu czy przejażdżkach na quadach. Możliwości jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Wiem jedno przy najbliższej okazji wrócę tam, wszak tyle jeszcze zostało do zobaczenia.